I właśnie tak, z tym ogromnym sercem, działał Kuba – każdego dnia, w każdej chwili swojego krótkiego życia. Nawet w trudnych chwilach choroby potrafił myśleć o innych i inspirować ludzi wokół siebie. Jego uśmiech, empatia i pozytywna energia sprawiały, że każdy, kto go poznał, chciał razem z nim czynić dobro.

Kuba był niezwykłym chłopcem, którego każdy, kto poznał, zapamiętywał na zawsze. Już od pierwszych chwil widać było, że jest wyjątkowy - nie tylko ze względu na swoją odwagę i niezwykłą inteligencję, ale przede wszystkim dzięki ogromnemu sercu. Nawet w trakcie długiego i trudnego leczenia nigdy nie tracił uśmiechu ani pozytywnego nastawienia. Był pełen entuzjazmu, a jego energia przyciągała wszystkich dookoła - zarówno rodziców, personel medyczny, jak i wolontariuszy fundacji.
Był chłopcem ciekawym świata i otwartym na nowe doświadczenia. Uwielbiał próbować nowych smaków, doceniał dobrą kuchnię i drobne przyjemności życia, które potrafiły przynieść radość nawet w trudnych chwilach. Miał w sobie wyjątkową mieszankę mądrości i radości dziecka - był inteligentny, bystry, ciekawy świata, a jednocześnie ciepły i serdeczny. Każdy, kto spotkał Kubę, od razu czuł, że ma do czynienia z kimś, kto zostawia trwały ślad w sercu. Nawet w najtrudniejszych chwilach choroby jego uśmiech nie znikał z twarzy, a jego pozytywne nastawienie stawało się dla innych wzorem odwagi i nadziei.

Kuba zawsze myślał w pierwszej kolejności o innych. Pierwsze miejsce w jego sercu miała rodzina – troszczył się o swoją siostrę i rodziców, wspierał ich w trudnych chwilach, a przy tym pamiętał o nas, fundacji, i o dzieciach, które dzieliły z nim oddział. Jego empatia była niesamowita – potrafił dostrzec potrzeby innych, czasem nawet kosztem siebie, i szukał sposobów, by ulżyć innym w codziennym trudzie. Już wtedy, nawet w trakcie choroby, często powtarzał, że kiedy wyzdrowieje, zostanie wolontariuszem fundacji. Chciał pomagać swoim kolegom z oddziału, wspierać innych i czynić dobro na co dzień. To marzenie wypełniało go energią, dodawało siły w trudnych momentach i nadawało sens każdemu dniu leczenia.
Nie tylko leczył się dzielnie - Kuba stał się również prawdziwym bohaterem naszej zbiórki na nowe łóżka dla dzieci na oddziale. Był z nami na każdym kroku: sprawdzał, jak idzie zbiórka, zastanawiał się, jakie nowe pomysły można wdrożyć, kogo zaprosić do akcji, jak dotrzeć do większej liczby osób. Jego zaangażowanie było absolutnie niezwykłe.
Każdy, kto spotkał Kubę, zapamiętywał go na zawsze. Jego energia, pomysły i dobroć pozostawiały ślad w sercach ludzi, którzy mieli szczęście go poznać. Choć już nie ma go wśród nas, pamięć o nim wciąż żyje – wśród rodzin, lekarzy, wolontariuszy i wszystkich, których dotknęła jego historia.

Choć Kuby już z nami nie ma, jego duch wciąż działa. Podczas pogrzebu, zgodnie z jego wolą, zbieraliśmy środki dla Onkokolegów. Dzięki ogromnym sercom wszystkich obecnych udało się zebrać 13 234 zł - kwotę, za którą od razu podjęto decyzję, że zostanie zakupione nowe łóżko dla dzieci na oddziale. Już w tym momencie było jasne, że dobro Kuby wciąż działa, a jego historia nadal inspiruje innych do pomagania.
Będąc w szpitalu Kuba poznał Maję Bohosiewicz, która od pierwszego spotkania pokochała go całym sercem. Ich rozmowa, uśmiechy i wspólne chwile były pełne ciepła i radości. To dzięki niej, po odejściu Kuby, jego misja mogła trwać dalej.
Maja wzięła w swoje ręce inicjatywę, a Kuba jakby nadal był przy nas. Dzięki jej wsparciu, w zaledwie jeden dzień udało się zamknąć zbiórkę na łóżka - zebraliśmy całą potrzebną kwotę. To był triumf wspólnego działania, a Kuba wciąż był sercem tej akcji, inspirując wszystkich do pomagania i działania dla innych.

16 marca udało się oficjalnie przekazać nowe łóżka Klinice Chirurgii i Onkologii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka. Na przekazaniu obecni byli rodzice Kuby oraz jego Mama Chrzestna, dzięki którym mogliśmy poczuć, że inicjatywa Kuby trwa dalej. W akcję włączyło się też wielu wolontariuszy, ambasadorów, przyjaciół fundacji i firmy. Dzięki temu realnie zmieniliśmy codzienność małych pacjentów.
To więcej niż sprzęt - to pamięć, wdzięczność i dowód na to, że kiedy działamy razem, możemy tworzyć rzeczy naprawdę wielkie. Kuba wciąż jest sercem tej historii, a jego duch wypełnia każdy uśmiech i każdą chwilę radości na oddziale.
Jego historia pokazuje, że nawet najmłodsze serce może inspirować do wielkich rzeczy, że empatia i zaangażowanie nie znają granic, a dobro, które dajemy innym, wraca w najmocniejszej formie. Kuba będzie zawsze z nami - w naszej pamięci, w działaniach fundacji i w każdej chwili, kiedy ktoś zdecyduje się pomóc innym.